<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Jacek Walczak</title>
	<atom:link href="http://www.jacekwalczak.com/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.jacekwalczak.com</link>
	<description>Jacek Walczak</description>
	<lastBuildDate>Thu, 09 Feb 2012 19:45:15 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Tango argentino</title>
		<link>http://www.jacekwalczak.com/tango-argentino/</link>
		<comments>http://www.jacekwalczak.com/tango-argentino/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 10 Jan 2012 16:32:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek Walczak</dc:creator>
				<category><![CDATA[Teatr Nieporządny]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.jacekwalczak.com/?p=542</guid>
		<description><![CDATA[Tango to smutek, który się tańczy – tak powiedział w latach trzydziestych ubiegłego wieku najsłynniejszy, argentyński  twórca piosenek Enrique Santos Discepolo. Ten argentyński blues nie od razu był sławny. Po licznych zakrętach historii, która rozgrywała  się przez wieki w tej części świata, ruszyły tam pod koniec XIX wieku ogromne rzesze imigrantów, by osiedlać się w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.jacekwalczak.com/files/2012/01/IMG_1050.jpg"><img class="alignnone size-large wp-image-524" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2012/01/IMG_1050-871x1024.jpg" alt="" width="427" height="451" /></a></p>
<p>Tango to smutek, który się tańczy – tak powiedział w latach trzydziestych ubiegłego wieku najsłynniejszy, argentyński  twórca piosenek Enrique Santos Discepolo. Ten argentyński blues nie od razu był sławny. Po licznych zakrętach historii, która rozgrywała  się przez wieki w tej części świata, ruszyły tam pod koniec XIX wieku ogromne rzesze imigrantów, by osiedlać się w całym regionie Rio de la Plata. Zarówno po stronie Argentyny jak i Urugwaju rodziły się biedne, portowe dzielnice pełne nowo przybyłych Włochów, Hiszpanów, Żydów i licznych nacji wschodniej Europy.<br />
<a href="http://www.jacekwalczak.com/files/2012/01/IMG_1011.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-521" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2012/01/IMG_1011-259x300.jpg" alt="" width="170" height="203" /></a>Przybysze nie bez dramatycznych awantur mieszali się z miejscową populacją Latynosów i Murzynów. Każda z tych nacji przyniosła swoje własne tradycyjne, muzyczne korzenie. Afrykańskie rytmy niesłychanie łatwo łączyły się z melodiami południowej Hiszpanii i Włoch. Wśród mieszkańców ubogich barrios (dzielnic) zdecydowanie przeważali mężczyźni. Wtedy kwitły życiem portowe dzielnice Buenos Aires – San Telmo i La Boca. Nieprzypadkowo rodziły się jak grzyby po deszczu liczne burdele, które praktycznie były jedynym miejscem spotkań „towarzyskich”. Czas oczekiwania w kolejce do prostytutek, goście wypełniali muzyką i tańcem. Zatem pierwsze teksty tanga prześcigały się w sugestywnej sprośności, a ich autorzy pozostali anonimowi. Po raz pierwszy w tańcu tanga partnerzy pozostawali w tak bezpośredniej bliskości między sobą.<br />
Muzycy też wywodzili się z biedoty, więc używane instrumenty były równie skromne. Najważniejszym instrumentem, do dzisiaj, stał się „bandeon” &#8211; rodzaj niewielkiego akordeonu z guzikami. Tango stało się niezwykle popularne w kręgach biedoty, ale stroniły od niego pełne dezaprobaty klasy wyższe i nie miało wstępu na salony Buenos Aires czy Montevideo.<a href="http://www.jacekwalczak.com/files/2012/01/IMG_1053.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-525" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2012/01/IMG_1053-258x300.jpg" alt="" width="215" height="258" /></a><br />
Kariera tanga odmieniła się przed I Wojną Światową wraz z pokonaniem Atlantyku podbijając elegancki Paryż. Co było dobre dla Paryża, musiało być dobre dla Buenos Aires i tak zaczęła się międzynarodowa sława. Zdecydowanie pomogło też pojawienie się przemysłu fonograficznego. Firma „Victor Records” odkryła dla Argentyny i świata Carlosa Gardela. Ten Argentyńczyk francuskiego pochodzenia stał się światową gwiazdą tanga, a jego przebój „Mi noche triste” (Moja smutna noc) rozsławił tango w całym świecie. Wielką karierę artysty, także filmową, przerwała tragiczna śmierć w katastrofie lotniczej w 1935 roku w Kolumbii. Do dziś fanatycy tanga z Buenos Aires nie przyjmują do wiadomości faktu jego śmierci i twierdzą, że Carlos Gardel z każdym dniem śpiewa lepiej. Wraz z Gardelem pojawili się znakomici twórcy tanga, zwłaszcza poetyckich tekstów. Nie pisano już obscenicznych tekstów, a ich miejsce zajęły historie o utraconych miłościach, nadziejach i zdradach. Tak samo o tęsknotach za szczęśliwymi czasami, które nigdy nie istniały, nostalgii i wielkiej niepewności jutra. Coraz bardziej liczni tancerze ubierali się jak ich idol. Filcowy kapelusz &#8211; fedora, smoking najczęściej czarny i białe lub kolorowe fulary bądź szale.</p>
<p>Zaczęła się złota era tanga, a co<a href="http://www.jacekwalczak.com/files/2012/01/IMG_1003.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-518" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2012/01/IMG_1003-300x265.jpg" alt="" width="176" height="184" /></a>raz bardziej wyrafinowanych kroków uczyły się dzieci, zaraz po tym, jak zaczęły chodzić.<br />
W latach rządów Perona, tango stało się manifestacją argentyńskiego nacjonalizmu. Po upadku peronizmu, na trzy dekady pozostawało w cieniu, by po powrocie do demokracji w 1983 roku zakwitnąć od nowa.<br />
Żaden mieszkaniec Buenos Aires nie przyjmie do wiadomości, żeby tango mogło urodzić się poza San Telmo i La Boca. Ku bezgranicznej ich rozpaczy i zazdrości, największy przebój tanga – La Cumparsita – powstał po drugiej stronie Rio de la Plata, w Montevideo, stolicy Urugwaju.<br />
A do popularności tanga w świecie przyłożył się także Jerzy Petersburski tworząc słynne na cały świat szlagiery rodem z Polski &#8211; „Ta ostatnia niedziela”, „Już nigdy”, a przede wszystkim „Tango Milonga”.<br />
Tango nie może istnieć bez „asado parrillada” &#8211; stek wołowy z grilla i wino „tinto” z doliny Mendoza.</p>
<p>NO LLORES POR MI ARGENTINA (nie płacz za mną Argentyno)</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.jacekwalczak.com/tango-argentino/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wesele pod Giewontem</title>
		<link>http://www.jacekwalczak.com/wesele-pod-giewontem/</link>
		<comments>http://www.jacekwalczak.com/wesele-pod-giewontem/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 11 Aug 2011 16:03:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek Walczak</dc:creator>
				<category><![CDATA[Moje miejsca]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.jacekwalczak.com/?p=476</guid>
		<description><![CDATA[Nie policzyłbym już, ile to razy wędrowałem pieszo drogą wzdłuż Doliny Chochołowskiej aż do schroniska pod lasem na zboczach Grzesia. Kilka razy udało mi się pokonać 9 kilometrów wyboistej drogi rowerem. Tym razem podróżuję przez znane mi miejsca rozparty wygodnie na drewnianej ławce góralskiej furki. Zresztą obok podobnych konnych pojazdów przynajmniej pół setki, a cały [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/06/goralskie-zaslubiny-02.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-460" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/06/goralskie-zaslubiny-02-300x200.jpg" alt="" width="266" height="182" /></a>Nie policzyłbym już, ile to razy wędrowałem pieszo drogą wzdłuż Doliny Chochołowskiej aż do schroniska pod lasem na zboczach Grzesia. Kilka razy udało mi się pokonać 9 kilometrów wyboistej drogi rowerem. Tym razem podróżuję przez znane mi miejsca rozparty wygodnie na drewnianej ławce góralskiej furki. Zresztą obok podobnych konnych pojazdów przynajmniej pół setki, a cały orszak poprzedza dwóch konnych „pytaczy” odzianych w brunatne, pasterskie kurty.</p>
<p><img class="size-medium wp-image-479 alignright" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/08/wesele-pod-giewontem-1-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" />Na przedzie dwa dorodne siwki ciągną wypastowane na „wysoki połysk” zielone lando, a w nim młoda para odświętnie wystrojona. Dla nich to najważniejszy dzień w życiu, bowiem na końcu drogi w dolinie zacznie się nowa, życiowa droga. Na prawym skraju Polany Chochołowskiej, na tle świerkowego lasu widać wyraźnie drewniany kościółek, kapliczkę właściwie, św. Jana Chrzciciela. Tam za chwilę rozpocznie się w niezwykłej scenerii ceremonia zaślubin. Mimo, że to dopiero maj, pogoda dopisała wyśmienicie. Po słynnych krokusowych dywanach już nie ma śladu, ale na sterczących ponad lasami grzbietach górskich ciągle lezą białe plamy śniegu. Z furki jadącej prze nami dobiegają nutki góralskiej muzyki. Jaskrawe, wiosenne słonko zmusza do przymrużenia oczu, a ja kolejny raz zastanawiam się &#8211; co jest w tym magicznym miejscu? Jaki silny magnes corocznie przyciąga tysiące ludzi? Nie sposób nie zgodzić się z aktualną ciągle konkluzją Bolesława Chwaścińskiego, autora książki „Z dziejów taternictwa”, który przed laty pasał:</p>
<p align="JUSTIFY"><a href="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/06/goralskie-zaslubiny-05.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-463" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/06/goralskie-zaslubiny-05-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" /></a>(&#8230;) Pokolenie chodzące wówczas po Tatrach,&#8230; podziwiało góry jako twór boski, trwającą od wieków ich niewzruszoność odczuwało jak coś nieprzemijającego i kojarzącego się z wiecznością, a ogrom ich uzmysławiał mu małość człowieka.</p>
<p align="JUSTIFY"><span style="text-decoration: underline"> O</span>czywiście nader emocjonalny stosunek do gór mają taternicy. W Polsce zawsze były setki i potem tysiące taterników i nie było dwóch, którzy by mieli takie same motywacje tego, co ich skłoniło do dziwacznej aktywności. Niekoniecznie taternicy, ale także wszyscy, którzy znaleźli się w tej okolicy z własnej woli, nie odpowiedzą sensownie na pytanie po co tu przyszli. Bez wątpienia nie tylko góry to sprawiły. Znakomitym uzupełnieniem atmosfery Podhala są ludzie, od wieków walczących o przetrwanie w tych nieprzyjaznych człowiekowi warunkach. To chyba sprawiło, że pod Tatrami przetrwały niepowtarzalne, a przy tym niezwykle autentyczne zwyczaje i tradycja, chociaż niebezpiecznych zakrętów na tej drodze nie brakowało. Jak to w górach. Czyż zatem nie najlepszą ilustracja góralskich tradycji nie jest ślub i wesele.<a href="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/06/goralskie-zaslubiny-04.jpg"><img class="aligncenter size-medium wp-image-462" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/06/goralskie-zaslubiny-04-300x200.jpg" alt="" width="395" height="250" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.jacekwalczak.com/wesele-pod-giewontem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Galapagos – czarodziejskie wyspy</title>
		<link>http://www.jacekwalczak.com/galapagos-czarodziejskie-wyspy/</link>
		<comments>http://www.jacekwalczak.com/galapagos-czarodziejskie-wyspy/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 11 Jun 2011 21:18:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek Walczak</dc:creator>
				<category><![CDATA[Moje miejsca]]></category>
		<category><![CDATA[Galapagos]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.jacekwalczak.com/?p=441</guid>
		<description><![CDATA[„Widok wzniesień zwieńczonych kraterami i doskonale zachowanych strumieni sastygłej lawy pozwala nam wierzyć, że w stosunkowo nieodległej epoce geologicznej rozpościerał się tutaj niezmierzony ocean. Dlatego – w czasie i przestrzeni – znajdujemy się być bardzo blisko najwiekszego z wydarzeń, tajemnicy tajemnic – pojawienia się pierwszych istot żywych na ziemi” Karol Darwin -Podróż na statku „Beagle” [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>„<span style="font-size: small;"><em>Widok wzniesień zwieńczonych kraterami i doskonale zachowanych strumieni sastygłej lawy pozwala nam wierzyć, że w stosunkowo nieodległej epoce geologicznej rozpościerał się tutaj niezmierzony ocean. Dlatego – w czasie i przestrzeni – znajdujemy się być bardzo blisko najwiekszego z wydarzeń, tajemnicy tajemnic – pojawienia się pierwszych istot żywych na ziemi”</em></span></p>
<p style="text-align: right;"><span style="font-size: small;">Karol Darwin  -<em>Podróż na statku „Beagle”</em></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><br />
<img class="alignright size-medium wp-image-443" title="galapagos-1" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/06/galapagos-1-300x185.jpg" alt="" width="300" height="185" />Darwin<em> </em>dotarł do czarnych, wulkanicznych plaż wysp Galapagos w 1835 roku podczas podróźy dookoła swiata. Dwadzieścia lat później opublikował dzieło „O pochodzeniu gatunków”, czym podważył całą dotychczasowa wiedzę o pochodzeniu życia na świecie. Procesy ewolucji, mimo i tak trwające tysiace lat, odbyły się w relatywnie, niesłychanie krótkim czasie. Niektóre te zjawiska wyjaśnił włąśnie Karol Darwin, tłumacząc powstanie całkiem nowych, odmiennych gatunków zwiarząt żyjących tylko w jednym miejscu na ziemi. ,Pomysły uczonego wywołały liczne kontrowersje, które nie wygasły do dziś.</span></p>
<p><span style="font-size: small;"><img class="alignright size-medium wp-image-444" title="galapagos-2" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/06/galapagos-2-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" /></span><span style="font-size: small;">Mnie udało się dotrzeć na czarodziejskie wyspy 175 lat po słynnym uczonym. Dotarłem wygodnie, bo odrzutowcem, który w nieco ponad godzine pokonał blisko 1000 km dzielące wyspy od stałego lądu. Potem kilka dni na komfortowym statku „Galapagos Legend” pozwoliło mi bliżej przyjrzeć się tym niezwykłym mieejscom. Dwa razy dziennie pontony z silnikiem dowożą na wycieczki po wyspach. Miejsc takich jest tylko 56 i wolno poruszać się wyłącznie wytyczonymi ścieżkami pod opieką doświadczonego przewodnika. </span></p>
<p><span style="font-size: small;"><img class="alignright size-medium wp-image-451" title="galapagos-5" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/06/galapagos-5-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" /></span><span style="font-size: small;">Wiele tysięcy lat i ogromna odległośc od stałego lądu sprawiły, że żyjące na Galapagos </span><span style="font-size: small;"> </span><span style="font-size: small;">dzikie zwierzęta, pozbawione naturalnych wrogów, całkowicie zatraciły poczucie strachu, również przed człowiekiem. Przekomiczne głuptaki niebieskonogie i pingwiny równikowe bezczelnie sobie spaceruja rozpychając się między nogami zaskoczonych ludzi. Leniwe, kolorowe iguany wrecz lekceważą dwunogich gości z aparatami fotograficznymi. Natomiast młode lwy morskie, niczym psie szczęnięta, zaczepiają i prowokuja do wspolnej zabawy w ciepłych wodach licznych zatok. Nad głowami nieustannie krążą dostojnie i szlachetnie wyglądające czarne fregaty</span></p>
<p><span style="font-size: small;"><img class="alignright size-medium wp-image-452" title="galapagos-6" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/06/galapagos-6-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" /></span><span style="font-size: small;">Surowy krajobraz, przez większość część roku wypalony, posiada swoiste, niespotykane piękno. Przybywający tu ludzie, to raczej nie zwykli urlopowicze, a pasjonaci fauny i flory. Stąd jest to bez wątpienia mekka dla wszelkiej maści badaczy, naukowców czy ekologów.</span></p>
<p><span style="font-size: small;">Dzisiaj cały archipelag jest częścia terytorium Ekwadoru, umieszczony na listach Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego (1979), oraz Światowych Rezerwatów Biosfery (1985).</span></p>
<p><img class="alignright size-medium wp-image-453" title="galapagos-7" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/06/galapagos-7-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" /><span style="font-size: small;">W utworzonym przez rząd Ekwadoru parku narodowym (1959), działa Stacja Badawcza im. Karola Drwina, usiłując zachować delikatną równowagę ekologiczną naruszona przez człowieka.</span></p>
<p><img title="gallery" src="../wp-includes/js/tinymce/plugins/wpgallery/img/t.gif" alt="" /><img title="gallery" src="../wp-includes/js/tinymce/plugins/wpgallery/img/t.gif" alt="" /></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.jacekwalczak.com/galapagos-czarodziejskie-wyspy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Duch inkaskiej księżniczki na zamku w Niedzicy</title>
		<link>http://www.jacekwalczak.com/duch-inkaskiej-ksiezniczki-na-zamku-w-niedzicy/</link>
		<comments>http://www.jacekwalczak.com/duch-inkaskiej-ksiezniczki-na-zamku-w-niedzicy/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 02 Mar 2011 21:36:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek Walczak</dc:creator>
				<category><![CDATA[Moje miejsca]]></category>
		<category><![CDATA[Niedzica]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.jacekwalczak.com/?p=394</guid>
		<description><![CDATA[W pogodną noc, zwłaszcza przy pełni księżyca, na murach starego zamku w Niedzicy pojawia się duch „białej damy”- inkaskiej księżniczki Uminy. Zadziwiające, jak historia tajemniczego ludu Inków z odległych Andów wplata się w nie mniej barwne dzieje zamczyska nad Dunajcem. Rzeka ta była w początkach XIV wieku naturalną granicą między Polską a Węgrami. W latach [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignright size-medium wp-image-396" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/03/Niedzica01-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" />W pogodną noc, zwłaszcza przy pełni księżyca, na murach starego zamku w Niedzicy pojawia się duch „białej damy”- inkaskiej księżniczki Uminy. Zadziwiające, jak historia tajemniczego ludu Inków z odległych Andów wplata się w nie mniej barwne dzieje zamczyska nad Dunajcem. Rzeka ta była w początkach XIV wieku naturalną granicą między Polską a Węgrami. W latach trzydziestych tego wieku, prawdopodobnie już za panowania Kazimierza Wielkiego, na lewym brzegu rzeki rozbudowano istniejącą wcześniej warownie w Czorsztynie. Niemal naprzeciwko, na skalistym wzgórzu prawego brzegu, węgierski szlachcic Kokosz Berzeviczy pobudował bliźniaczą budowlę, zamek w Niedzicy. Przez wieki zamek wielokrotnie zmieniał właścicieli, a potomkowie jego budowniczego ulegli całkowitemu spolszczeniu. Wraz z nastaniem epoki romantyzmu w początkach XVIII wieku, wśród szlacheckiej młodzieży polskiej modne stały się dalekie „wyprawy” dla poznania przeszłości. Nie oparł się pokusom przygody potomek Berzeviczych, Sebastian. Przez Wenecję dotarł do zupełnie nieznanej Ameryki Południowej. Pogoń za przygodą i zapewne majątkiem zatrzymała młodzieńca miłość. Losy rzuciły Sebastiana Berzeviczego do Cusco w Peru. Sercem szlachcica zawładnęła urodziwa Indianka, pochodząca z arystokratycznego rodu Inków, niegdyś władców połowy kontynentu. Owocem romantycznej miłości stała się córeczka, której nadano imię Umina. Sebastian na pewno wiele się nasłuchał o dramatycznych losach nowej rodziny. Rodzinna sielankę przerwała nie tylko śmierć małżonki, ale przede wszystkim wydarzenia, których korzenie sięgały czasów hiszpańskiej konkwisty sprzed ponad 250 lat.</p>
<p><img class="alignright size-medium wp-image-397" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/03/Niedzica02-200x300.jpg" alt="" width="200" height="300" />Kiedy 15 listopada 1533 roku Francisco Pizarro wkraczał do Cusco, dla Inków oznaczało to koniec ich wspaniałego imperium. Zajęcie stolicy odbyło się niemal w odświętnej atmosferze, bowiem dosłownie na kilka dni wcześniej do hiszpańskiego obozu przybył duży orszak Indian z nieznanym dostojnikiem inkaskim. Okazał się nim Manco Inca Yupanqui, rodzony brat ostatniego króla z Cusco &#8211; Huascara. Zwrócił się do Pizarra, by ten pomógł mu odzyskać tron w stolicy Inków. Konkwistador nie mógł się spodziewać lepszego prezentu tuż przed wkroczeniem do świętego miasta. Mieszkańcy Cusco witali nowego króla, ale z zaciekawieniem i przerażeniem spoglądali na cudzoziemców o białej skórze, okrytych błyszczącymi zbrojami. Manco Inca szybko zorientował się, że jest tylko mizernym narzędziem w rękach nowych władców swojej ojczyzny. Za drugim razem, już skutecznie, wyrwał się spod hiszpańskiej opieki i zorganizował indiańskie powstanie, które początkowo zaczęło odnosić nawet sukcesy. Jednak siła hiszpańska była już zbyt duża, by ulec indiańskiej rewolcie. Aczkolwiek wojna partyzancka trwała jeszcze niemal 40 lat, to śmierć podstępnie schwytanego przez Hiszpanów Túpaka Amaru, syna pierwszego przywódcy powstania, definitywnie kończy historię imperium Inków.</p>
<p>Ponad 200 lat Indianie czekali na kolejną możliwość zaatakowania kolonizatorów. Tym razem na czele powstania stanął José Gabriel Condorcanqui y Noguera, który przybrał imię  Túpac Amaru II. Mimo, że był po części był potomkiem  Inków, to jako metys nie miał prawa to królewskich tytułów. Znowu historia się powtarza. Hiszpanie pod pozorem pokojowych rozmów zwabili wodza w pułapkę. Túpac Amaru II został przywleczony do Cusco, gdzie rozerwano go końmi, a szczątki spalono ku przestrodze innych. Po dwóch latach partyzanckiej wojny powstanie upadło. Powstanie wybuchło w roku 1780, a był to czas, kiedy córka Sebastiana Berzeviczego dorosła do wieku zamążpójścia. Wydano ja za dostojnika Inkaskiego, także potomka królewskiego rodu. Tym samym najbliżsi Sebastiana, a zapewne i on sam, prawdopodobnie byli zaangażowani przynajmniej pośrednio w rewoltę przeciwko kolonizatorom.</p>
<p>Zatem nie bez powodów polski szlachcic obawiał się o losy rodziny. Nadto zrodziła się plotka jakoby Berzeviczy, tak blisko związany rodzinnie z królewskimi dostojnikami, może znać tajemnicę ukrycia legendarnego już skarbu Inków -„El Dorado”. Hiszpanie, chorzy na złoto od początku konkwisty, na pewno nie pozwoliliby na pobłażanie Berzeviczemu i jego najbliższym. <img class="alignright size-medium wp-image-399" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/03/Niedzica03-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" />W obliczu oczywistego zagrożenia, Sebastian w 1786 roku wywozi córkę Uminę, zięcia oraz kilku Indian ze szlachetnych rodów inkaskich do bezpiecznej wydawałoby się Wenecji. Hiszpańscy agenci nie dali za wygraną i w romantycznym mieście na wodzie zgładzili inkaskiego księcia. W Wenecji rodzi się syn Uminy, Antoni. Chcąc skutecznie chronić córkę i wnuka, Berzeviczy wybiera tym razem miejsce doskonale mu znane, zamek w Niedzicy nad Dunajcem. Niestety to nie koniec tragedii. W niewyjaśnionych okolicznościach, przy wejściu do zamkowej kaplicy zostaje zasztyletowana Umina. Sędziwy już Sebastian poszukuje ostatniej szansy uratowania wnuka Antoniego. Morawský Krumlov niedaleko Brna na Morawach miał zapewnić bezpieczeństwo potomkowi Inków. Antoni zostaje oddany pod opiekę ubogiego krawca i kościelnego w miejscowym kościele &#8211; Wacława Benesza. W dzień największego inkaskiego święta nowego roku, 21 czerwca 1797 roku, na niedzickim zamku spisany zostaje testament &#8211; akt adopcji Antoniego. Dokument spisywał proboszcz z Frydmana. Wykonawca woli Wacław Benesz zostaje zaprzysiężony przed krucyfiksem w zamkowej kaplicy składając jednocześnie swój podpis pod dokumentem.</p>
<p>W Morawskim Krumlovie chłopcem bardziej opiekuje się ksiądz Luks, który udziela mu chrztu nadając jednocześnie nazwisko swojego opiekuna, co ma dodatkowo chronić przed hiszpańskimi mackami. W rok po podpisaniu aktu adopcji Antoni zostaje wpisany do ksiąg parafialnych jako syn Wacława i Anny Benesz Berzeviczy(?)</p>
<p><img class="alignright size-medium wp-image-400" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/03/Niedzica04-199x300.jpg" alt="" width="199" height="300" />Wkrótce w klasztorze Augustynów w Krakowie umiera Sebastian Berzeviczy, dokąd został przywieziony ranny w wyniku pojedynku.. Antoni Benesz już bezpiecznie spędził resztę życia w Krumlovie, gdzie jak przybrany ojciec został krawcem. Z ocalałych zapisków Wacława przebija się żal przybranego ojca, jakoby Antoni przejął się zanadto Francją i zniemczył tak, że „o starych dziejach rodu, właściwym nazwisku i tytułach ani słuchać nie chce”. Zgodnie z zapisem testamentu Antoni po dojściu do pełnoletności dowiedział się jednak o swoim tajemniczym, inkaskim pochodzeniu nic jednak z tego nie wyniknęło.</p>
<p>W 1826 roku Antoni zawarł w Brnie związek małżeński z Polką, Barbarą Rubinowską. Ze związku tego urodziło się ośmioro dzieci, trzy córki i pięciu synów. Większość dzieci zmarła w wieku niemowlęcym. Jedynie syn Ernest dożył wieku dorosłego. Antoni Benesz zmarł 20 marca 1877 roku na cukrzycę. Nie ma jego grobu, bowiem prochy zostały złączone z innymi w zbiorowej mogile po likwidacji cmentarza w 1906 roku. Przed śmiercią zdążył przekazać synowi Ernestowi dokumenty i pamiątki rodzinne, nakazując mu nigdy do tej sprawy nie wracać. Jednak Ernest, inżynier nafciarz, początkowo żywo interesował się swoim pochodzeniem. Ponoć odbył nawet daleką podróż do Ameryki Łacińskiej. Zdecydowany opór i skuteczny sprzeciw małżonki, Niemki, skutkowały zaprzestaniem dalszych działań. Także syn Ernesta, Janusz, zawodowy wojskowy zupełnie nie zajmował się historią rodu. Dopiero kolejny potomek rodu Beneszów, urodzony w 1918 roku Andrzej powrócił do poszukiwań korzeni. Ponoć inspiracją miała być w 1934 roku wizyta w rodzinnym domu w Bochni dwóch tajemniczych osobników, podających się za wysłanników żyjącej w Peru linii Benesz-Berzeviczy. Podobno proponowali wykupienie wszystkich rodzinnych archiwaliów i dokumentów. Andrzej Benesz odnalazł w klasztorze Augustynów w Krakowie dokumenty potwierdzające fakt, że jest prawnukiem Antoniego Benesza, poniekąd potomka inkaskich władców z Cusco. Jeszcze jako student Uniwersytetu Jagielońskiego odnalazł w kościele Świętego Krzyża w Krakowie testament i akt adopcji swojego pradziada.<img class="alignright size-medium wp-image-401" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/03/Niedzica05-300x199.jpg" alt="" width="300" height="199" /> Dokument był przechowywany w okładce jednego z mszałów i nie figurował w żadnym oficjalnym spisie. Nieżyjący już ksiądz dr Andrzej Mytkiewicz przystawiając na dokumencie pieczęć „Sigillum Ecclesiae Parochial S.Crucis Cracovia” poświadczył jego autentyczność. W oparciu o ten dokument Andrzej Benesz rozpoczął poszukiwania dalszych inkaskich śladów. Udało mu się uzyskać pozwolenie na przeprowadzenia prac poszukiwawczych na zamku w Niedzicy. W obecności świadków, dnia 31 lipca 1946 roku, odnaleziono pod ostatnim stopniem schodów pierwszej bramy górnego zamku ołowiana tubę długą na 18 cm i na 3,5 cm grubą. Wewnątrz tuby znaleziono przeplatane rzemienie, bez wątpienia inkaskie kipu. Złote blaszki umocowane były na 12 końcówkach rzemieni. Na trzech z nich widniały napisy: Dunajecz, Vigo, Titicaca, co od razu rodziło domysły o miejscach ukrycia inkaskiego skarbu. Z wydarzenia tego Andrzej Benesz złożył oficjalne sprawozdanie, podpisane przez świadków; sołtysa Andrzeja Pukańskiego, plutonowego WOP Jana Kotowicza, szeregowców WOP Kazimierza Sitnego i Jana Sobkówki, leśniczego Stanisława Gołąba. Świadkami byli także przyjaciele Benesza przybyli z Krakowa: Roman i Krystyna Alfawiccy, Krystyna Benesz, Aleksander Bugayski. Być może wtedy zrodził się kolejny mit o testamencie Inków spisanego na zamku w Niedzicy, mocą którego wysłannicy potomków Inków spod kamiennych stopni górnego zamku wydobędą inkaskie kipu. Nikt tego zapisu nie odczytał i pewnie nigdy tak się nie stanie, bowiem kipu według dotychczasowych ustaleń badaczy jest tylko księgowym zapisem. Inkowie, obok wielu genialnych pomysłów nigdy nie wynaleźli jakiejkolwiek formy pisma, choćby najprymitywniejszej.</p>
<p><img class="alignright size-medium wp-image-402" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/03/Niedzica07-300x199.jpg" alt="" width="300" height="199" />Na dość sensacyjnych wątkach zrodził się kolejny mit o klątwie, jaka zawisła nad testamentem Inków. W dziwnych okolicznościach zginęli wopiści, świadkowie znalezienia ołowianej tuby w niedzickim zamku. W nurtach Dunajca przepadł kustosz muzeum zamkowego, który miał także wpaść na ślad inkaskiego zamku. Czas biegł aż do 26 lutego 1976 roku, kiedy na drodze między Koninem a Kołem w tajemniczym wypadku drogowym zginął Andrzej Benesz. Akurat dzień wcześniej, w wigilie szesnastych urodzin swego jedynaka, zapowiedział, jak ponoć nakazywała inkaska tradycja, przekazać tajemnicę od czterech pokoleń rodu Beneszów-Berzeviczych.. Nie zdążył, bo zginął w wypadku. Czyżby kolejny potomek Inków zabrał tajemnice do grobu.</p>
<p>Sensacyjna opowieść brzmi nawet logicznie, chociaż przyglądając się szczegółom nie sposób wyzbyć się wątpliwości. Kim był Andrzej Benesz? Prezes Stronnictwa Demokratycznego, wicemarszałek sejmu PRL, prezes Polskiego Związku Żeglarskiego, dobry człowiek, ale trochę fantasta, jak wspominali ci, którzy go znali. Okazuje się, że niemal wszystkie szczegóły tej historii pochodzą z interpretacji wyłącznie Andrzeja Benesza. To on ponoć odkrył, że zmiana nazwiska z Berzeviczych na Beneszów dokonała się pod koniec XVII wieku za sprawą Czeszki, Barbary de Krawar, która chcą się otrząsnąć z klątwy nękającej jej rodzinę &#8211; porzuciła męża, przeniosła się ze Spisza do Niemiec i tan zaczęła używać nazwiska Benesz. Natomiast oficjalne drzewo genealogiczne Berzeviczych kończy się na Atonim. Przybrany jego ojciec Wacław Benesz niekoniecznie musiał być kuzynem Sebastiana Berzeviczego. Zresztą niesłychane, by pan na zamku Moraravsky Krumlov, był tylko ubogim krawcem i kościelnym w pobliskiej parafii. Brakuje solidnych argumentów poświadczających autentyczność dokumentów w nadzwyczajnych okolicznościach odnalezionych w kościele Świętego Krzyża.<img class="alignright size-medium wp-image-403" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/03/Niedzica08-199x300.jpg" alt="" width="199" height="300" /> Zresztą jak młody student UJ załatwił sobie możliwość poszukiwania i rozcinania okładek XVIII wiecznych i starszych mszałów. Odnaleziony ponoć akt adopcji był jednocześnie testamentem Sebastiana Berzeviczego. Redakcja tych dokumentów spisanych po łacinie budzi pewne zastrzeżenia co do używanego słownictwa, nieznanego w XVIII wieku. Miały tam też się znajdować wskazówki, które doprowadziły Benesza do skrytki na zamku w Niedzicy. Same kipu wydobyte z ołowianej tuby było pod każdym względem różne od typowych, sznurkowych, odnajdywanych w Andach. Nie ma do tej pory najmniejszych śladów, które świadczyłoby o zapisie myśli ludzkiej, bądź innych opisów, formą węzełków.</p>
<p>Po sensacyjnym odkryciu w Niedzicy sam Benesz przestaje się interesować całą sprawą, podobno w obawie przed klątwą. Do dziś nie wiadomo co się stało z odnalezionym kipu. Benesz twierdził, że odesłał je do Peru dla dokonania odpowiednich studiów. Jego żona twierdziła, że jest ukryte gdzieś w górach. Jeśli kipu było autentyczne, to nikt nie pozwoliłby pozostawić je w rękach prywatnych, czy wywozić za granice. Także przepadły oryginały dokumentów, które wprowadziły tyle zamieszania w historii niedzickiego zamku. Legendy mieszają się z faktami, ale czy faktami na pewno prawdziwymi? Przede wszystkim sam mit o cudownym skarbie Inków budzi coraz większe wątpliwości. Coraz częściej pojawia się hipoteza, że legendarne „EL Dorado” jest ostatnim inkaskim mitem, a zrodził się w rozpalonych głowach Hiszpanów opanowanych chorobą złota. A jego wątek sięgający aż do zamku w Niedzicy, może zrodził się tylko w fantazji Andrzeja Benesza, który sprytnie zamanipulował faktami</p>
<p>Na więcej szczęścia mogą liczyć współcześni, jeśli nocą na murach niedzickiego zamku ujrzą białego ducha zasztyletowanej Uminy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.jacekwalczak.com/duch-inkaskiej-ksiezniczki-na-zamku-w-niedzicy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Vilcabamba &#8211; ostatnie królestwo Inków</title>
		<link>http://www.jacekwalczak.com/vilcabamba-ostatnie-krolestwo-inkow/</link>
		<comments>http://www.jacekwalczak.com/vilcabamba-ostatnie-krolestwo-inkow/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 07 Feb 2011 11:40:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek Walczak</dc:creator>
				<category><![CDATA[Moje miejsca]]></category>
		<category><![CDATA[Vilcabamba]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.jacekwalczak.com/?p=378</guid>
		<description><![CDATA[W porywie największej desperacji koń, a za nim bezwolny muł, bezustannie próbował odwrócić naszą uwagę i uciec do domu, mimo, że odeszliśmy dobre 50 km. Zwierzęta te służyły do transportu niezbędnego wyposażenia naszej skromnej ekspedycji. Droga wiodła po karkołomnych ścieżkach na stromych zboczach dolin rzek Vilcabamba i Consevidayoc. Ten położony w południowym Peru rejon, z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignright size-medium wp-image-380" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/02/vilcabamba_00-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" />W porywie największej desperacji koń, a za nim bezwolny muł, bezustannie próbował odwrócić naszą uwagę i uciec do domu, mimo, że odeszliśmy dobre 50 km. Zwierzęta te służyły do transportu niezbędnego wyposażenia naszej skromnej ekspedycji. Droga wiodła po karkołomnych ścieżkach na stromych zboczach dolin rzek Vilcabamba i Consevidayoc. Ten położony w południowym Peru rejon, z dala od przetartych szlaków turystycznych, ciągle skutecznie broni tajemnic legendarnego imperium Inków, a właściwie jej ostatniego fragmentu.</p>
<p>Francisko Pizarro zajmując 15 listopada 1533 roku inkaską stolicę Cusco zakończył kampanię podboju legendarnego imperium w Andach. Chociaż dzielni Indianie nie pogodzili się z dramatem swojego ludu. Kilka dni przed zdobyciem Cusco do konkwistadora zgłosił się do konkwistadora pewien inkaski dostojnik prosząc o pomoc w odzyskaniu tronu. Okazał się nim Manco Inca, brat ostatniego króla Huáscara, który kilka miesięcy wcześnie zginął w tajemniczych okolicznościach. Lepszego zbiegu okoliczności Pizarro nie mógł się spodziewać. Wkroczył do Cusco w szyku paradnym prowadząc wielką świtę następcy tronu.<br />
Nie dużo czasu potrzebował Manco Ica, żeby zorientować się w narzuconej mu przez Hiszpanów roli. Trzy lata później skutecznie wyrwał się z rąk okupantów. W Yucay, w Świętej Dolinie Inków, zorganizował punkt werbunkowy i wkrótce tysiące wojowników indiańskich rozpoczęło oblężenie swojej świętej stolicy. Powstańcom nie udało się odbić miasta z hiszpańskich rąk, ale doprowadzili dom jego spalenia. Pewne, nie wyjaśnione do końca przyczyny spowodowały, że Manko Inca odstąpił od oblężenia Cusco. <img class="alignright size-medium wp-image-381" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/02/vilcabamba_06-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" />Przez pewien czas Inkowie mocno trzymali się w twierdzy Ollantaytambo nad rzeką Urubamba, ale i stamtąd Hiszpanie zmusili króla do wycofania. Inkaski król wyprowadził swoich wojowników, a również rzesze poddanych, w niedostępne górskie doliny rzeki Vilcabamba. Rejon ten położony jest w prostej linii około 50 km na północny zachód od sanktuarium Machu Picchu. Nowe siedziby Inkowie urządzili na zboczach góry Rosaspata. W zbudowanej od nowa twierdzy Vitcos rezydował król, a na zboczu po drugiej stronie góry powstało sanktuarium Jispana Ñusta. Nowe siedziby nie były już tak okazałe, jak te pochodzące z okresu największej świetności imperium. Inkaskie państwo w dżungli było niewielkie i słabe. Nadto okrzepli w Cusco Hiszpanie, coraz częściej zapuszczali w głąb dolin w pobliże indiańskich siedzib.<br />
<img class="alignright size-medium wp-image-382" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/02/vilcabamba_44-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" />Na swoją zgubę król Manco Inca przygarnął kilku hiszpańskich weteranów, zwolenników Diega de Almagro, kiedyś przyjaciela, a potem największego wroga braci Pizarrów. Ponoć skutkiem sporu, albo spisku jak inni mówią, hiszpańscy banici zgładzili w Vitcos swojego zbawcę. Po śmierci Inki w 1545 roku kolejno rządzili w Vilcabambie jego synowie: Sayri Túpac, Titu Cusi Yupanki i Túpac Amaru. Pierwszy z nich sprzeniewierzył się sprawie Inków posuwając się na daleko idącą ugodę z Hiszpanami. Został prawdopodobnie za to otruty przez współziomków. Jego brat Tuti Cusi był władcą wyjątkowo dzielnym i przebiegłym. Przedwczesna śmierć wodza 1568 roku w wyniku nieudolnie leczonej choroby, zresztą przy wydatnej pomocy hiszpańskich mnichów. Wkrótce nadeszły najbardziej dramatyczne lata dla królestwa Inków. Nastały rządy najbardziej okrutnego wicekróla &#8211; Francisco Toledo. <img class="alignright size-medium wp-image-383" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/02/vilcabamba_46-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" />Na niewiele zdały sie nowe bastiony, budowane w coraz bardzie odległych reyonach rzeki Consevidayoc. W czercu 1572 roku kapitan Martín García Oñaz de Loyola poprowadził oddziały hiszpańskie w kierunku Espiritu Pampa (później zwaną Vilcabamba la Vieja). Hiszpanie zastali indiańską twierdzę opuszczoną i spaloną. W pobliskiej dżungli, pod osłoną nocy, konkwistadorzy dopadli ostatniego króla Inków &#8211; Túpac Amaru.<br />
Przywleczony w powrozach do Cusco król odmówił złożenia hołdu wicekrólowi Toledo. Został zawleczony na centralny plac w mieście, rozciągnięty końmi, a szczątki spalone na stosie. Tak ostatecznie zakończyła się historia dynastii Inków. Aczkolwiek 200 lat później (1780r), także z Vilcabamby zaczęło się drugie i ostatnie powstanie Inków. Jego przywódca Túpac Amaru II (José Condorcanqui) podzielił los swojego imiennika. <img class="alignright size-medium wp-image-384" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/02/vilcabamba_60-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" />Został podstępnie zwabiony, przywleczony do Cusco i zgładzony.</p>
<p>Śladów tych dramatycznych wydarzeń pozostało niewiele, ponadto większość skrywa jeszcze niedostępna dżungla.. Odkrywca Machu Picchu &#8211; Hiram Bingham, dla potwierdzenia swoich hipotez przeszedł praktycznie całą Vilcabambę. Dotarł na pewno do Vitcos i Jispana Ñusta na górze Rosaspata, a także do ruin Conevidayoc i Espiritu Pampa. Stan wiedzy o historii napotkanych miejsc był waściwie żaden, zatem wielki odkrywca nie porwał się nawet na jakąkolwiek iterpretację. Po dziesiatka lat, w 1976 roku wyruszyła w rejon Vilcabamby pierwsza wyprawa eksploracyjna, której uczestnikami była Elżbieta Dzikowska i Antonio Halik. <img class="alignright size-medium wp-image-385" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/02/vilcabamba_63-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" />Świat po raz pierwszy dowiedział się o istnieniu na stromych zboczach, niemal w bramie amazońskiej dżungli, tajemniczych ruin.</p>
<p>Śladami Hirama Binghama, wyruszyła moja skromna ekspedycja. Wielce pomocnym był mój przyjaciel Jorge, przewodnik, Indianin Kechua z Cusco. Skład drużyny uzupełniał Uriel i jego zwierzęta, mieszkańcy doliny Vilcabamba. Ciągle względnie duże trudności z dotarciem w ten rejon z Cusco, powodują, że praktycznie nie ma tam odwiedzających, zwłaszcza za przełęczą Abra Kollpac (3815m), gdzie można wyłącznie poruszać się pieszo bez żadnej możliwości aprowizacji. Trasa wędrówki wiodła od Lucmy do Chuaquiri, tj. ponad 100 km do przejścia. Dojazd i powrót do Cusco, tylko w części możliwy komunikacją publiczną. <img class="alignright size-medium wp-image-387" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/02/vilcabamba_80-300x198.jpg" alt="" width="300" height="198" />Do pokonania pozostałych, sporych odcinków niezbędne jest wynajęcie samochodu, których na miejscu prawie nie ma. Do ruin na górze Rosaspata wiedzie z Quillabamby i Chulay szutrowa droga (6 godz samochodem), a same ruiny oczyszczone i turystycznie dostępne. Ruiny po drugiej stronie przełęczy Abra Kollpac rozproszone na zboczach w dżungli prawie niedostępne i dotarcie do nich wymaga wielodniowej pracy z maczetami, bądź desantu ze śmigłowca. W Espiritu Pampa niedawno zaczęły się prace porządkowe. W dość kiepskim stanie mury są już w znacznej części pozbawione pokrywającej roślinności warstw ziemi</p>
<p>Dwutygodniowa „wyprawa” spełniła najdalej idące oczekiwania. Spotkaliśmy po drodze bardzo różne warunki. Biwak na wysokości powyżej 3500 m musi się kończyć nad ranem temperaturami poniżej zera. Natomiast po stronie Amazonii, na wysokościach poniżej 1500 m, warunki tropikalne ze wszystkimi przystawkami, głównie insektami. Praktycznie nie ma możliwości zakupu produktów spożywczych (ziemniaki, warzywa), ale nieliczni mieszkańcy w dżungli „goszczą” bananami, granadillami i innymi owocami.<img class="alignright" src="../files/2011/02/vilcabamba-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" /> Pierwszy poważy posiłek zamówiliśmy na koniec w skromnej wiosce obok Ruin Espiritu Pampa. Była to tradycyjna zupa na ziemniakach (Caldo) w wkładką z kogutka twardego jak kamienie z pobliskich ruin.</p>
<p>Końcowy fragment do dojście do osady Chuaquiri, potem kilkugodzinna jazda odkrytą półciężarówka po karkołomnych szutrowych drogach do Kiteni. Z Kiteni czasami jeździ przedpotopowy autobus do Quillabamba, skąd funkcjonuje regularna linia autobusowa do Cusco.</p>
<p>Vilcabambę odwiedziłem w zeszłym roku dwukrotnie. Do dzisiaj jest to rejon słabo poznany, a brak interpretacji powoduje, że tajemniczość ciągle dominuje w Ostatnim Królestwie Inków.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.jacekwalczak.com/vilcabamba-ostatnie-krolestwo-inkow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Moje miejsca</title>
		<link>http://www.jacekwalczak.com/mojemiejsca/</link>
		<comments>http://www.jacekwalczak.com/mojemiejsca/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 01 Feb 2011 16:23:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek Walczak</dc:creator>
				<category><![CDATA[Świat]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.jacekwalczak.com/?p=239</guid>
		<description><![CDATA[Częste pytanie- czy warto pojechać do jakiegoś nieznanego miejsca? &#8211; traci sens już na wstępie. Nie ma na świecie takiego miejsca, które nie było by warte odwiedzenia choćby raz i nie ma innego sposobu, by się przekonać jakie one naprawdę jest. Mam pewną teorię związaną z podróżami. Pierwsza wizyta to zwiedzanie. Wszystkie rzeczy widzi się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong> </strong></p>
<p>Częste pytanie- czy warto pojechać do jakiegoś nieznanego miejsca? &#8211; traci sens już na wstępie. Nie ma na świecie takiego miejsca, które nie było by warte odwiedzenia choćby raz i nie ma innego sposobu, by się przekonać jakie one naprawdę jest. Mam pewną teorię związaną z podróżami. Pierwsza wizyta to zwiedzanie. Wszystkie rzeczy widzi się wtedy pierwszy raz i niekoniecznie wszystko się spamięta. Jeśli te nowe rzeczy zaistnieją w naszych emocjach, to podświadomie rodzi się chęć powrotu tam i wtedy zaczyna się etap poznawania. Można zacząć mówić o poznaniu miejsca po przynajmniej kilkunastokrotnych wizytach, a zwłaszcza po poznaniu miejscowych ludzi i to w relacjach raczej nie przypadkowych. Wtedy powroty stają się jeszcze bardziej emocjonalne niekiedy przybierając magiczne barwy.</p>
<p>Każdy ma swoje magiczne miejsca, do których ma niekoniecznie wytłumaczalny sentyment. Relacje takie rodzą się przeważnie w podświadomości w czasie mierzonym latami. Ekscytacja nimi często bywa bardzo subiektywna, ale zawsze jest to relacja bardzo przyjemna. Moimi miejscami na ziemi są Zakopane i Cusco (Peru) z bliższymi i dalszymi okolicami. Z dużą satysfakcją zauważam, że w tych okolicach udaje mi się spędzać najwięcej czasu. Ubolewam natomiast, że zaniedbałem ostatnio moją ukochaną Grecję i za mało czasu poświęcam krajom w Indochinach (Kambodża, Laos i Birma) oraz sawanną Kenii i Tanzanii., dalekiej Patagonii z Ziemią Ognistą.</p>
<p>Nie wydaje mi się nadzwyczajnym wyczynem przebywanie w odległych od tzw. cywilizacji rejonach, wśród prymitywnych zwyczajów (czy na pewno?). Przecież tam ludzie tak żyją od tysięcy lat i jest to całkiem naturalne. Nie dotyczy to oczywiście ekstremalnych warunków na przykład w górach wysokich, czy na środku oceanu w mizernej łupinie, bo są to okoliczności człowiekowi zupełnie nieprzyjazne. Natomiast życie od pokoleń w sztucznie rozwiniętej cywilizacji, w wielkich miastach, w oszalałym zniewoleniu od cyfrowej techniki (komputery, telefony, samochody ect) sprawia, że spędzenie biwaku w maju pod gołym niebem nad rzeczką, już nazywa się serwiwalem. W ohydnie skomercjalizowanym i konsumpcyjnym świecie doszło do porażającej utraty wartości, gdzie czas od dawna zwariował. Czy tak ma wyglądać środowisko przyjazne człowiekowi? Dlatego maniakalnie szukam miejsc, gdzie oprócz soczystej natury mam szansę znaleźć coś innego. Wdzięczne odpowiedzi tkwią w przeszłości i tajemniczych śladach czasów minionych, chociaż była to przeszłość najczęściej bardzo dramatyczna. Pieczołowicie pielęgnuję w sobie dystans do teraźniejszości i do przeszłości. Poza tym wzdrygam się na widok prostackiego ponuractwa, bezinteresownego pieniactwa i przypisywaniu śmiertelnie poważnej gęby do spraw śmiesznych, albo przynajmniej przyjemnych. Zatem, które miejsca zwłaszcza spełniły moje oczekiwania.</p>
<ul>
<li><strong>Zakopane, Tatry </strong></li>
<li><strong>Peru ( Vilcabamba, Machu Picchu, Valle Sagrado, Cusco)</strong></li>
<li><strong>Meksyk (płw. Yukatan)</strong></li>
<li><strong>Argentyna (Ziemia Ognista)</strong></li>
<li><strong>Kambodża (Angkor)</strong></li>
<li><strong>Birma (Bagan, Mandalay)</strong></li>
<li><strong>Tanzania (Serengeti, Ngorongoro, Manyara)</strong></li>
<li><strong>Kenia (Masai Mara)</strong></li>
<li><strong>Grecja</strong></li>
</ul>
<p>I jeszcze wiele miejsc, ale dzisiaj najbardziej ekscytujące dla mnie miejsca, bardzo historyczne, to : Vilcabamba i Machu Picchu w Peru oraz Bagan w Birmie</p>
<p style="text-align: center"><a title="Moje miejsca" href="/category/moje_miejsca/" target="_self"><img class="aligncenter size-full wp-image-243" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/01/stara-mapa.jpg" alt="" width="527" height="373" /></a></p>
<p style="text-align: center">
<p style="text-align: right"><a title="moje miejsca" href="/category/moje_miejsca/" target="_self"><strong>więcej &gt;&gt;</strong></a></p>
<p><strong> </strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.jacekwalczak.com/mojemiejsca/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Droga z Mandalay – Bagan</title>
		<link>http://www.jacekwalczak.com/droga-z-mandalay-bagan/</link>
		<comments>http://www.jacekwalczak.com/droga-z-mandalay-bagan/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 28 Jan 2011 16:39:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek Walczak</dc:creator>
				<category><![CDATA[Moje miejsca]]></category>
		<category><![CDATA[Birma]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.jacekwalczak.com/?p=295</guid>
		<description><![CDATA[Uratuj mnie przed utonięciem w morzu, Pokonaj mnie na brzegu &#8230;.. Tak się zaczyna piosenka Robbie Williamsa pod tytułem, o dziwo, „Droga do Mandalay”. Nawet przy największych, dobrych chęciach, w żaden sposób nie mogę odnaleźć w klimacie piosenki rzeczywistości, która mnie otacza. Znakomicie natomiast na wyobraźnię działa książka Rudyara Kiplinga o tym samym tytule. Czas [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Uratuj mnie przed utonięciem w morzu,</em></p>
<p><em>Pokonaj mnie na brzegu &#8230;..</em></p>
<p>Tak się zaczyna piosenka Robbie Williamsa pod tytułem, o dziwo, „Droga do Mandalay”. Nawet przy największych, dobrych chęciach, w żaden sposób nie mogę odnaleźć w klimacie piosenki rzeczywistości, która mnie otacza. <em><img class="alignright size-medium wp-image-306" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/01/Mandalay-02-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" /></em>Znakomicie natomiast na wyobraźnię działa książka Rudyara Kiplinga o tym samym tytule. Czas się zatrzymał przynajmniej 100 lat temu. Taki sam rozklekotany, staroświecki statek, te same mętne wody rzeki Ayeyarwady. Płynę natomiast w przeciwnym kierunku, z Mandalay, do Bagan. Senny rejs w dół rzeki, przy monotonnym terkocie motorów, w zapachach smarów i paliwa, raz został zakłócony. Nasz statek podpłynął jak najbliżej gliniastego brzegu rzeki. Po przerzuconych, chybotliwych deskach weszła na pokład spora grupka tubylców, w tym sporo dziewcząt z wymalowanymi na biało policzkami, taki tu przejaw elegancji. Z niesłychaną zręcznością wyładowano porcję worków z ryżem i statek ruszył w dalszą drogę. Podczas całego rejsu, na prawym i lewym brzegu widoczne są nieustannie stupy, najczęściej złocone, mimo upływu wieków ciągle w świetnym stanie. Po kilku godzinach ilość i zagęszczenie stup po lewej stronie wyraźnie się zwiększyła. Położony w zakolu rzeki Bagan (Pagan) uznawany jest przez wielu za najbardziej niezwykły, cudowny widok nie tylko w Birmie, a nawet w całej południowo-wschodniej Azji.</p>
<p>Inskrypcje w języku pali, pochodzące z czasów największej świetności nazywały miasto &#8211; Arimaddanapura (Miasto Zgładzonego Wroga) lub Tambadija (Miedziane Miasto).</p>
<p>Używana dzisiaj nazwa Bagan pochodzi prawdopodobnie od Pukam, nazwy używanej przez ludy żyjące w XI wieku na terenie współczesnego Wietnamu. <img class="alignright size-medium wp-image-305" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/01/Mandalay-01-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" />W starej wymowie birmańskiej nazwa brzmiała jako Bagan, zniekształcona przez Anglików na Pagan.</p>
<p>Ruiny tysięcy samotnych stup (zedi) i klasztorów (patho) rozciągają się we wszystkich kierunkach. Najstarsze przekazy z XIII wieku mówią o blisko czterech i pół tysiącu obiektów sakralnych. Dokonane przez czas, a częściej ręką ludzką, zniszczenia sprawiły, że w 1901 roku doliczono się tylko(?) 2157 pojedynczych pomników przeszłości. Ciągle jeszcze ślady, niekiedy to tylko stosy wypalonych cegieł, wskazują na ponad 4000 miejsc archeologicznych.</p>
<p>„Złoty czas” Bagan trwał wcale niedługo, raptem dwa i pół wieku. Początek świetności, to czasy panowania największego króla &#8211; Anawrahty (1044-1077). Były to czasy wielkiej transformacji religijnej, która objęła znaczną część półwyspu Indochińskiego. Rozkwitła odmiana buddyzmu Mahayana była wypierana przez klasyczną, starszą wersję &#8211; Theravadę. Głównym ośrodkiem nowej na tej ziemi religii było miasto Thaton, stolica autochtonicznego ludu Mon. Lud ten nie tylko jako pierwszy akceptował buddyzm, ale jego kultura wywarła chyba największy wpływ na większość sąsiadów, także tam znacznie później Syjamczyków (Tajów) i Laotańczyków. <img class="alignright size-medium wp-image-299" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/01/Bagan-01-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" />Król Manuha z miasta Thaton wysłał gromadę buddyjskich mnichów do rodzącego się królestwa na północy, by ci przekonali Anawrahtę do nowej religii. Władca z Bagan musiał już się poczuć na tyle mocny, by zażądać wydania świętych ksiąg i najważniejszych relikwii. Spór musiał zakończyć się wyprawą wojenną armii z Bagan. Zdobycie Thaton w 1057 roku było początkiem świetności królestwa w Bagan. Podczas zwycięskiej wyprawy zabrano 32 święte księgi Tripitaka , a także samego króla Manuhę i wszystkich mnichów i mędrców. Stare przekazy mówią o 30000 więźniów Mon zmuszonych do przejścia do Bagan. To wystarczyłoby rozpocząć wielki program budowy sakralnych obiektów. Pierwszą, a zatem najstarszą jest świątynia Shwesandaw Paya, jako symbol rodzącego się imperium.Z tego samego czasu pochodzi najbardziej znana birmańska świątynia Shwezigon Paya, która później stała się wzorcem dla budowy charakterystycznych stup w całej Birmie. Nawet dla przywiezionych na 30 słoniach świętych ksiąg &#8211; Tripitaka, wybudowano specjalna bibliotekę &#8211; Pitaka Taik. <img class="alignright size-medium wp-image-300" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/01/Bagan-03-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" />W relatywnie krótkim czasie Bagan stał się centrum buddyzmu Theravada, dokąd przybywali pielgrzymi z całej południowo-wschodniej Azji. Budowle kontynuowano praktycznie do końca istnienia imperium i proces ten musiał trwać intensywnie, bez przerwy.</p>
<p>Nie ma zgodności między historykami na temat hipotez odnoszących się do upadku imperium, to niewątpliwie oczywiste wydarzenia musiały wstrząsnąć tą częścią świata. Wiek XII przynosi nieprawdopodobny rozkwit mocarstwa plemion mongolskich.</p>
<p><img class="alignright size-medium wp-image-301" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/01/Bagan-04-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" /></p>
<p>Pierwszy władca, Dżingis Khan zdołał zjednoczyć większość plemion mieszkających na mongolskich równinach. Zapuścił się nawet na południe za chiński mur. Jednak całą energię skierował na zachód, a niektóre jego oddziały zapędziły się nawet pod Legnicę. <img class="alignright size-medium wp-image-302" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/01/Bagan-05-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" />Natomiast wnuk Dżingis Khana, Kubilaj Khan , poczynał sobie całkiem śmiało na południu docierając daleko w głąb Chin i wkrótce stał sie pierwszym cesarzem dynastii Yuan ze stolicą w Dadu (dzisiaj Pekin). Hordy Mongołów dotarły także do Bagan w 1287 roku i był to ostateczny koniec imperium Bagan. Budowane szybko kompleksy świątynne jeszcze szybciej zostały zburzone. Pozyskany w ten sposób budulec posłużył do budowy fortyfikacji nad rzeką Ayeyarwady. Miasto jeszcze trwało, chociaż pod nowymi porządkami na wzór mongolski. Takie Bagan zapewne oglądał Marco Polo, co opisał w kronikach z 1298 roku. Po mongolskich zawieruchach Bagan około 100 lat pełniło jeszcze rolę centrum religijnego i kulturalnego. Dopiero wojny w XIV wieku, między ludami Mon, Chan i Bamar, o dominację w północnej części półwyspu Indochińskiego.</p>
<p>Na następne cztery stulecia rejon Bagan został definitywnie opuszczony i zdany na łaskę rozmaitych awanturników, złodziejaszków, rzezimieszków. Paradoksalnie skolonizowanie przez Anglików przerwało ten proceder. Natomiast odzyskanie przez Birmę niepodległości niekoniecznie skutkowało opieką nad tymi niezwykłymi miejscami. Nadto miary złego dopełniło silne trzęsienie ziemi 1975 roku. Dopiero wtedy ruszyły dość energicznie pracę rekonstrukcyjne, przy wydatnej opiece UNESCO. Dzisiaj najpiękniej prezentuje się świątynia Ananda Pahto, jako przykład znakomitej przeszłości Bagan. <img class="alignright size-medium wp-image-303" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/01/Bagan-06-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" />Chociaż niektórzy przedkładają niewielkie fragmenty ceglanych murów i stup rozsianych wśród upraw orzeszków ziemnych, z których większość nie ma nazwy , tylko numery katalogowe.</p>
<p>Statek wyraźnie zwolnił i przybił tym razem do lewego brzegu. Najpierw tradycyjnie po deskach, a potem po gliniastym zboczu trzeba podejść w kierunku Starego Bagan. Po drodze tylko opłata 10 dolarów amerykańskich i już można buszować po okolicznych ruinach do woli. Dodatkową zaletą Birmy jest niespotykane bezpieczeństwo w tym biednym kraju. Mimo, że nie widać nigdzie mundurowych, to przestępczość statystycznie sięga zeru. Przez zawirowania głównie polityczne, Birma ciągle rzadko jest odwiedzana przez obcokrajowców. Pozbawiona tłumów i turystycznego „blichtru” jest miejscem nadzwyczaj autentycznym, także w relacjach z miejscową ludnością.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.jacekwalczak.com/droga-z-mandalay-bagan/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wyspa Wielkanocna</title>
		<link>http://www.jacekwalczak.com/wyspa-wielkanocna/</link>
		<comments>http://www.jacekwalczak.com/wyspa-wielkanocna/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 27 Jan 2011 01:31:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek Walczak</dc:creator>
				<category><![CDATA[Moje miejsca]]></category>
		<category><![CDATA[Wyspa Wielkanocna]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.jacekwalczak.com/?p=232</guid>
		<description><![CDATA[Ziemia, ziemia! – marynarz, który pełnił wachtę na bocianim gnieździe niemal ochrypł od krzyku. Trzy statki holenderskie pod dowództwem Jakuba Roggeveena od tygodni penetrowały zimne wody południowego Pacyfiku. Od tygodni też dzielni żeglarze nie napotkali na końcu świata żadnych śladów ludzi. To też napotkany ląd budził tyle ciekawości, co niepokoju. Statki rzuciły kotwice w spokojnej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_226" class="wp-caption alignright" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-226" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/01/moai-tajemnicze-posagi-wladcow-jak-dawniej-spogladaja-na-ocean-300x200.jpg" alt="MOAI - Tajemnicze posągi władców jak dawniej spoglądają na ocean" width="300" height="200" /><p class="wp-caption-text">MOAI - Tajemnicze posągi władców jak dawniej spoglądają na ocean</p></div>
<p>Ziemia, ziemia! – marynarz, który pełnił wachtę na bocianim gnieździe niemal ochrypł od krzyku. Trzy statki holenderskie pod dowództwem Jakuba Roggeveena od tygodni penetrowały zimne wody południowego Pacyfiku. Od tygodni też dzielni żeglarze nie napotkali na końcu świata żadnych śladów ludzi. To też napotkany ląd budził tyle ciekawości, co niepokoju. Statki rzuciły kotwice w spokojnej zatoczce pod osłoną skalistego brzegu. Na lekkich łodziach pierwsi śmiałkowie z dużymi emocjami w sercach wylądowali na kamienistej plaży. Ku wielkiemu zaskoczeniu, tubylcy bardzo przyjaźnie potraktowali przybywających gości. Wkrótce jeszcze większe zdumienie Holendrów wywołały niezliczone posągi postaci ludzkich, których pochodzenia i znaczenia nie byli w stanie rozszyfrować. Spostrzegli także, że mieszkańcy wyspy zajmowali się uprawą ogrodów warzywnych, ale brak narzędzi i przedmiotów metalowych świadczył o ich braku kontaktów ze światem zewnętrznym.</p>
<div id="attachment_227" class="wp-caption alignright" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-227" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/01/niemi-swiadkowie-dawnych-wydarzen-300x200.jpg" alt="Niemi świadkowie dawnych wydarzeń" width="300" height="200" /><p class="wp-caption-text">Niemi świadkowie dawnych wydarzeń</p></div>
<p>Przybysze z odległej Europy raptem kilkanaście godzin zabawili na nieznanym, tajemniczym lądzie. W księdze okrętowej skrupulatnie odnotowano datę niezwykłego wydarzenia – 6 kwietnia 1722 roku. Ponieważ przypadała wtedy Wielkanoc, więc dowódca wyprawy nadał nowej ziemi nazwę Wyspa Wielkanocna. I tyle to słynne dzisiaj miejsce ma wspólnego z chrześcijańskim świętem Zmartwychwstania Pańskiego. Tubylcy najczęściej używają nazwy Rapa Nui czyli Wielka Skała, aczkolwiek swoją ojczyznę nazywali różnie: Te-pito-o-te-Henua (Pępek Ziemi), Hiti-ai-rangi (Koniec Jasności Nieba), albo Vai-hu (Mleko).</p>
<div id="attachment_223" class="wp-caption alignright" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-223" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/01/dzisiaj-na-wyspie-mieszka-niemal-tyle-samo-koni-co-ludzi-300x200.jpg" alt="Dzisiaj na wyspie mieszka niemal tyle samo koni co ludzi" width="300" height="200" /><p class="wp-caption-text">Dzisiaj na wyspie mieszka niemal tyle samo koni co ludzi</p></div>
<p>Wyprawa holenderskiego kapitana Jakuba Roggeveena była pierwszą potwierdzoną wizytą Europejczyków na Wyspie Wielkanocnej. Istnieją domniemane, niepotwierdzone przekazy, że przed nim odwiedzili wyspę inni śmiałkowie. Ponoć hiszpański żeglarz Alvaro de Mendaña był tam już w roku 1566, natomiast w roku 1686 miał odwiedzić wyspę angielski korsarz E. Davis, jako kapitan statku „Bachelor`s Delight”.</p>
<p>Najbardziej odosobniona i najbardziej samotna z wysp naszej planety, leży na południowym Pacyfiku. Do najbliższej zamieszkałej wyspy Pitcairn w archipelagu Tuamotu jest niespełna 2000 km, a do kontynentu Ameryki Południowej ponad 3700 km. Niewielka (118 km²), wulkaniczna wznosi się w najwyższym miejscu do wysokości 600 m nad poziom oceanu i wystarczy nie więcej niż jeden dzień, by zajrzeć do wszystkich jej zakątków.</p>
<div id="attachment_224" class="wp-caption alignright" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-224" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/01/moai-dawnych-wladcow-wyspy-300x200.jpg" alt="Moai dawnych władców wyspy" width="300" height="200" /><p class="wp-caption-text">Moai dawnych władców wyspy</p></div>
<p>To jedno z najbardziej zagadkowych miejsc na świecie ciągle strzeże swoich tajemnic. Samo pochodzenie mieszkańców Wyspy Wielkanocnej nie jest całkiem oczywiste. Słynny angielski badacz południowego Pacyfiku, James Cook, po wizycie na wyspie w 1774 roku zauważył, że tubylcy przypominają mieszkańców Wysp Towarzystwa, Tonga, Samoa, zatem być może tam trzeba szukać ich korzeni. Z drugiej strony uprawiane na wyspie rośliny zadziwiająco dużo mają wspólnego z uprawami Ameryki Południowej.</p>
<div id="attachment_228" class="wp-caption alignright" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-228" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/01/po-wiekach-tajemnicze-posagi-powrocily-na-swoje-miejsca-300x200.jpg" alt="Po wiekach tajemnicze posągi powróciły na swoje miejsca" width="300" height="200" /><p class="wp-caption-text">Po wiekach tajemnicze posągi powróciły na swoje miejsca</p></div>
<p>Nie można więc wykluczyć pochodzenia ludności wyspy z drugiej strony „wielkiej wody”, albo przynajmniej ich zażyłych kontaktów handlowych z kontynentem. A może migracja nastąpiła z obydwu stron, tylko jak wytłumaczyć sposób pokonania tak ogromnych połaci oceanu. Norweski badacz Thor Hayerdahl udowodnił w 1947 roku możliwość takiej komunikacji, pokonując na tratwie Kon-Tiki drogę z Callao (Peru) właśnie na Wyspę Wielkanocną. Wielce się też zasłużył w badaniach tajemniczych posągów na wyspie. Pochodzenie posągów jest równie zagadkowe, jak pochodzenie ich twórców.</p>
<p>Niemal wyłącznie z legend dowiadujemy się o burzliwych dziejach wyspy, zanim dotarli tam Europejczycy. Tradycja przekazywana ustnie mówi o rywalizacji dwóch grup ludności, która doprowadziła do zagłady jednej z nich.</p>
<div id="attachment_229" class="wp-caption alignright" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-229" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/01/w-jednym-tylko-miejscu-na-swiecie-mozna-spotkac-wielkanocne-konie-300x200.jpg" alt="W jednym tylko miejscu na świecie można spotkać wielkanocne konie" width="300" height="200" /><p class="wp-caption-text">W jednym tylko miejscu na świecie można spotkać wielkanocne konie</p></div>
<p>Polinezyjscy Długousi potomkowie legendarnego, pierwszego króla Hotu Matua, po wielu wiekach spokojnego współistnienia wdali się w tragiczny spór z przybyszami z zachodu, potomkami innego władcy o imieniu Tuu-Ko-Ichu. Prawdopodobnie z powodów demograficznych, niewielka wyspa nie mogła wyżywić wszystkich jej mieszkańców, co doprowadziło do regularnej wojny domowej. Doszło do doszczętnego wybicia Długouchych. Walki plemienne z przełomu wieków XVIII i XIX doprowadziły też do poważnego zniszczenia posągów.</p>
<div id="attachment_230" class="wp-caption alignright" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-230" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/01/zadnego-konskiego-szacunku-dla-swietych-miejsc-300x200.jpg" alt="Żadnego końskiego szacunku dla świętych miejsc" width="300" height="200" /><p class="wp-caption-text">Żadnego końskiego szacunku dla świętych miejsc</p></div>
<p>Praktycznie wszystkie zostały poprzewracane, a większość uszkodzona. Wcześniej słynne posągi „moai” ustawiano rzędami w wielu miejscach wyspy na kamiennych podestach zwanych „ahu”. Wykonane z szarej skały wulkanicznej prawdopodobnie przedstawiały wizerunki władców, bądź innych ważnych dostojników. Niektóre wyróżniają się czerwonymi „włosami”, kamiennymi czapami na głowach, świadczącymi zapewne o wyższej randze przedstawianych dygnitarzy. Liczne naukowe, międzynarodowe ekspedycje archeologiczne pieczołowicie dbają o rekonstrukcję posągów, ustawiając je ponownie na „ahu”, jak kiedyś twarzami zwrócone ku morzu.</p>
<div id="attachment_236" class="wp-caption alignright" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-236" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/01/moai-z-wyspy-wielkanocnej-300x200.jpg" alt="Moai z wyspy Wielkanocnej" width="300" height="200" /><p class="wp-caption-text">Moai z wyspy Wielkanocnej</p></div>
<p>Jeszcze inną tajemnicą wyspy są drewniane tabliczki z oryginalnymi znakami hieroglificznymi, nazywanych przez wyspiarzy „kohau rongo”, co znaczy „mówiące drzewo”. Niestety ocalało zaledwie 21 takich tabliczek, co uniemożliwia odczytanie pisma, a tym samym poznanie historii mieszkańców wyspy.</p>
<p>Czasy kolonialne przyniosły wyspiarzom kolejne dramaty. Regularne ekspedycje po niewolników, głównie z Peru, przynosiły najczęściej śmierć tubylcom. Hiszpania kolonialna nie była zainteresowana wyspą. Dopiero niepodległe już Chile zaanektowało Wyspę Wielkanocną w 1988 roku i do dzisiaj nią administruje. Niemal wszyscy mieszkańcy wyspy, a jest ich około 3 tysiące, mieszkają w jedynym mieście Hanga Roa. Niezwykła atrakcyjność tego miejsca na końcu świata spowodowała, że obsługa przybywających turystów stała się głównym zajęciem wyspiarzy. Prawie w każdym zakątku można spotkać stadka półdzikich koni, których więcej tam mieszka niż ludzi. Spotkania z sympatycznymi skądinąd zwierzętami stały się nową atrakcją wyspy. Coraz częściej słyszy się wśród mieszkańców, że najwyższy czas zmienić nazwę Wyspa Wielkanocna na Wyspę Koni.</p>
<p>Współcześnie dużo łatwiej dostać się na wyspę, niż czynili to odkrywcy. Tylko 5 i pół godziny lotu z Santiago de Chile, a potężny, szeroko-kadłubowy odrzutowiec ląduje na lotnisku niedaleko Hanga Roa. Ląduje bezpiecznie, bo pas startowy jest niebywale długi, ponad 4 kilometry. Jest taki długi, bo jest rezerwowym lądowiskiem promów kosmicznych w ramach programu NASA</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.jacekwalczak.com/wyspa-wielkanocna/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gdzie mieszkała Biała Masajka?</title>
		<link>http://www.jacekwalczak.com/gdzie-mieszkala-biala-masajka/</link>
		<comments>http://www.jacekwalczak.com/gdzie-mieszkala-biala-masajka/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 26 Jan 2011 23:55:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek Walczak</dc:creator>
				<category><![CDATA[Moje miejsca]]></category>
		<category><![CDATA[Kenia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.jacekwalczak.com/?p=165</guid>
		<description><![CDATA[W Kenii od wielu tygodni nie padał deszcz. Każdy pojazd wznieca nad sawanną prawdziwe chmury kurzu. Spalone słońcem charakterystyczne akacje niewiele dają cienia umęczonym zwierzętom. Całe stada zebr i antylop gnu szukają resztek zielonego pożywienia. Kiedy w południe słońce przygrzewa najmocniej, zebry ustawiają się parami blisko siebie, by dać sobie nawzajem choćby namiastkę cienia. Wyjątkowo [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_170" class="wp-caption alignright" style="width: 209px"><img class="size-medium wp-image-170" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/01/tanczacy-masaj-199x300.jpg" alt="Tańczący Masaj" width="199" height="300" /><p class="wp-caption-text">Tańczący Masaj</p></div>
<p>W Kenii od wielu tygodni nie padał deszcz. Każdy pojazd wznieca nad sawanną prawdziwe chmury kurzu. Spalone słońcem charakterystyczne akacje niewiele dają cienia umęczonym zwierzętom. Całe stada zebr i antylop gnu szukają resztek zielonego pożywienia. Kiedy w południe słońce przygrzewa najmocniej, zebry ustawiają się parami blisko siebie, by dać sobie nawzajem choćby namiastkę cienia. Wyjątkowo wyboista droga z Nakuru do parku Masai-Mara ciągnie się w nieskończoność. Dzielny Land Rover musi sobie dawać radę z dziurami w drodze, tak jak my z wszechobecnym kurzem podrywanym przez jego koła. Kilkaset metrów w bok od piaszczystej drogi pojawia się kilka drzew i kępa dość gęstych krzaków, ponad którymi pokazały się szare dachy prymitywnych chatek. Krzaki okazały się ułożonym ludzką ręką ogrodzeniem z ciernistych krzewów chroniącym <em>kraal, </em>masajską zagrodę dla bydła. Wewnątrz ustawiono w kręgu kilkanaście<em> </em>typowych domostw tego tajemniczego ludu. Kiedy podjechaliśmy całkiem blisko wioski i kiedy opadł kurz, ujrzeliśmy stojących w cieniu drzewa kilku <em>moranów</em> &#8211; masajskich wojowników.</p>
<p>Każdy z nich nienaturalnie smukły i wysoki, stojąc na jednej nodze i wsparty na swojej włóczni, przyglądał się obojętnie przybyłym <em>mzungu</em>, białym gościom.</p>
<div id="attachment_168" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-168" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/01/masaje-300x200.jpg" alt="Masaje" width="300" height="200" /><p class="wp-caption-text">Masaje</p></div>
<p>Ich nieruchome, niemal czarne, błyszczące ciała przepasane w biodrach i przez ramie jaskrawo-czerwoną <em>kangą,</em> bardziej przypominają spiżowe posągi, niż żywe istoty.</p>
<p>Niezbyt długo trwa kurtuazyjna wymiana uprzejmości, czemu skutecznie pomogło kilka banknotów w zielonym kolorze.</p>
<p>Już całkiem uprzejmie wojownicy zapraszają nas do odwiedzin w swoim świecie, gdzie czas zatrzymał się dobre kilka wieków temu.</p>
<p>Wcześniej możemy bliżej przyjrzeć się wyszukanym ozdobom wojowników. Szczególną uwagę przyciągają liczne bransolety na przegubach dłoni, rozmaite naszyjniki, a zwłaszcza wykwintne zdobienia głowy. Wszystko wykonane z metalu i wielobarwnych koralików. Wojownicy splatają długie włosy w setki drobnych warkoczyków, zlepionych dodatkowo czerwoną gliną. Ta sama czerwona maź służy do malowania twarzy i ramion przy specjalnych okazjach.</p>
<div id="attachment_171" class="wp-caption alignright" style="width: 209px"><img class="size-medium wp-image-171" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/01/taniec-masajow-199x300.jpg" alt="Taniec Masajów" width="199" height="300" /><p class="wp-caption-text">Taniec Masajów</p></div>
<p>Niezbędnym atrybutem masajskiego mężczyzny, obok włóczni, jest <em>rungu</em></p>
<p><em>,</em> rodzaj drewnianej pałki, niekiedy bogato rzeźbionej.</p>
<p>Wojownik zajmuje się wyłącznie największym skarbem Masajów, zwierzętami.</p>
<p>Na kobiety spada cała reszta życiowych obowiązków. Kobiety stroją się bardziej szczelnie rodzajem kolorowych tunik i peleryn. Ogolone głowy również zdobią koralikowymi opaskami.</p>
<p>Możemy wreszcie rozejrzeć się po zagrodzie. Większość miejsca w wiosce wypełnia rozległy plac pokryty grubą warstwą krowiego łajna, gdzie na noc spędza się krowy i kozy dla ochrony przed dzikimi zwierzętami. Lew do dzisiaj pozostał największym wrogiem Masajów.</p>
<p>Kolczaste gałęzie w ogrodzeniach tworzą skuteczne zabezpieczenie.</p>
<p>Tradycyjną chatkę &#8211; <em>manyatta</em>, budują wyłącznie kobiety. Na konstrukcję patyków i splecionych gałązek nakłada się niczym tynk krowie łajno. Wnętrze jest wyjątkowo mroczne i duszne, bo często tli się pośrodku skromne palenisko. Zwykle jest miejsce na 2 &#8211; 3 posłania do spania, gdzie wprost na ziemi układa się bydlęce skóry bądź pledy. Niezwykłą scenerię masajskiej siedziby uzupełnia nieodzowny „zapach” i niezliczone roje much.</p>
<div id="attachment_167" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-167" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/01/lew-najwiekszy-wrog-masajow-300x200.jpg" alt="Lew, największy wróg Masajów" width="300" height="200" /><p class="wp-caption-text">Lew, największy wróg Masajów</p></div>
<p>W porze deszczów dodatkowo pojawiają się chmary komarów.</p>
<p>Masajowie żywią się głównie mięsem hodowanych przez siebie kóz, oraz mlekiem krów. Niekiedy rytualnie piją bydlęcą krew wymieszaną z mlekiem.</p>
<p>Ostatnio uzupełnieniem skromnej diety bywa kukurydziana mąka, którą muszą kupować, bowiem sami nie uprawiają ziemi. Zaskakująca jest u Masajów silna tradycja, zgodnie z która żaden wojownik nie dotknie pożywienia przygotowanego przez kobietę, a nawet gdy na nie patrzyła.</p>
<p>Nie wolno im też jeść w obecności kobiet. Dozwolone jest natomiast wspólne picie miejscowej herbaty z ziół, którą pije się tu przy każdej okazji. Poczęstunek herbatką jest też wyrazem najwyższej gościnności Masajów.</p>
<div id="attachment_166" class="wp-caption alignright" style="width: 209px"><img class="size-medium wp-image-166" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/01/kobiety_masajow-199x300.jpg" alt="Kobiety Masajów" width="199" height="300" /><p class="wp-caption-text">Kobiety Masajów</p></div>
<p>Największym dla nich problemem jest częsty brak wody, niezbędnej dla ludzi i zwierząt</p>
<p>Masajowie należący do grupy językowej Nilotic przywędrowali na sawanny wschodniej Afryki z północy, z doliny Nilu, jak się ocenia 5 wieków przed Chrystusem.</p>
<p>Przez wieki zamieszkiwali rozległe podnóża świętej góry Kilimandżaro, którą według ich wierzeń zamieszkiwały najważniejsze bóstwa. Późniejsze czasy kolonialne, utworzenie nowych państw (Kenia, Tanganika), a zwłaszcza powstanie parków narodowych i rezerwatów, z</p>
<p>musiły Masajów do opuszczenia tradycyjnych terenów, ale nie do zaprzestania koczowniczego trybu życia. Pozostali jedynym plemieniem w tej części Afryki wiernym swoim tradycjom sprzed wieków.</p>
<p>W pewnej chwili gromada wojowników zaczyna biegać wkoło nas szeregiem. Jeden z nich piskliwie zawodzi, a pozostali wydają charakterystyczne westchnięcia, które mają przypominać pochrząkiwania lwa. Zaczyna się rytualny taniec Masajów. Wnet wojownicy zatrzymują się, tworząc półokrąg. Jeden z nich wysuwa się przed szereg i zaczyna wyskakiwać w miejscu na nierealna wysokość. Jego miejsce zajmują po kolei pozostali wojownicy, popisując się bardziej sportowymi, niż tanecznymi umiejętnościami.</p>
<div id="attachment_169" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-169" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/01/mloda_masajka_z_dzieckiem-300x200.jpg" alt="Młoda Masajka z dzieckiem" width="300" height="200" /><p class="wp-caption-text">Młoda Masajka z dzieckiem</p></div>
<p>Przyglądam się jednemu z moranów. Czy tak wglądał Letinga, masajski mąż pewnej dziewczyny ze Szwajcarii, która spędziła wśród swojej nowej rodziny niemal 4 lata. Niewyobrażalnie silna musiała być miłość Corinne Hofmann do masajskiego wojownika, dla którego nie zawahała się porzucić komfortowe życie w dostatniej ojczyźnie i zamieszkać w warunkach przekraczających najbardziej odważne wyobrażenie przeciętnego Europejczyka. Swoje dramatyczne i niewiarygodne losy, już po powrocie do Szwajcarii, opisała w książce „Biała Masajka”. Książka ta przetłumaczona na 15 języków stała się światowym bestsellerem, a na jej podstawie nakręcono również film.</p>
<p>Poruszeni do głębi warunkami, w jakich żyją współcześni nam ludzie na ziemi, wsiadamy do naszego Land Rovera. Takie doświadczenia na długo pozostają w pamięci i uczą pokory do niedogodności naszego, „nowoczesnego świata”</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.jacekwalczak.com/gdzie-mieszkala-biala-masajka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Shaolin, tam gdzie narodziło się Kung Fu</title>
		<link>http://www.jacekwalczak.com/shaolin-tam-gdzie-narodzilo-sie-kung-fu/</link>
		<comments>http://www.jacekwalczak.com/shaolin-tam-gdzie-narodzilo-sie-kung-fu/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 08 Sep 2010 01:04:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek Walczak</dc:creator>
				<category><![CDATA[Moje miejsca]]></category>
		<category><![CDATA[Shaolin]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.jacekwalczak.com/?p=208</guid>
		<description><![CDATA[Na kamiennych murach otaczających klasztor zastygły dwie sylwetki mnichów. Obaj z wygolonymi czaszkami i ubrani w jaskrawe, szafranowe szaty. Niezbyt długą chwilę trwała koncentracja. Nagle jeden z mnichów wykonał niewiarygodnie szybki ruch, który ludzkie oko nawet nie było w stanie zarejestrować. Trzymanym w ręku gwoździem przebija szklaną szybę, trzymaną pionowo przez drugiego mnicha. W płaskiej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignright size-medium wp-image-214" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/01/shaolin2-300x199.jpg" alt="" width="300" height="199" />Na kamiennych murach otaczających klasztor zastygły dwie sylwetki mnichów. Obaj z wygolonymi czaszkami i ubrani w jaskrawe, szafranowe szaty. Niezbyt długą chwilę trwała koncentracja. Nagle jeden z mnichów wykonał niewiarygodnie szybki ruch, który ludzkie oko nawet nie było w stanie zarejestrować. Trzymanym w ręku gwoździem przebija szklaną szybę, trzymaną pionowo przez drugiego mnicha. W płaskiej tafli powstał otwór niczym po uderzeniu kuli karabinowej. Dla zupełnego rozwiania wątpliwości w otworze pozostał gwóźdź. To jedna z wielu niemal cyrkowych sztuczek, którymi popisują się buddyjscy mnisi z klasztoru Shaolin. Taka forma demonstrowania nadzwyczajnych umiejętności raczej daleka jest od tradycyjnej „sztuki walki”, praktykowanej w Chinach od ponad 15 wieków. <img class="alignright size-medium wp-image-216" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/01/shaolin5-300x195.jpg" alt="" width="300" height="195" />Z drugiej strony bardzo jednoznacznie ilustruję efekty żmudnego treningu ciała, ale chyba jeszcze bardziej treningu mentalnego, psychicznego. Nigdy by pewnie nie doszło do zrodzenia się raczej odmiany filozofii niż sportu, gdyby nie pewien splot wydarzeń mitologiczno-historycznych. Słynny już w całym świecie klasztor Shaolin odnaleźć można w Song Shan, niedaleko stolicy Zhengzhou chińskiej prowincji Henan.</p>
<p>Historia powstania i burzliwe dzieje klasztoru często przeplatane są legendami, mitami i tajemniczymi wydarzeniami. Najbardziej wiarygodne źródła podają, że w roku 496 z inicjatywy cesarza Xiao-Wen z dynastii Północnej Wei, na północnych zboczach Shaosi, świętej góry Song zbudowano klasztor dla świątobliwego mistrza Bhadra (Batuo, Futuo). <img class="alignright size-medium wp-image-213" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/01/shaolin1-300x196.jpg" alt="" width="300" height="196" />Bhadra był hinduskim nauczycielem, który przybył do Chin z misją szerzenia buddyzmu w zreformowanej odmianie &#8211; Mahayana. Klasztor zbudowano na pogorzelisku starego lasu. W tym miejscu zaczął wyrastać „Młody (Nowy) Las” &#8211; <strong>Shao Lin</strong> (w dialekcie mandaryńskim), <strong>Sil Lum </strong>(w dialekcie kantońskim).</p>
<p>Jednak nie zacnemu Bhadra klasztor zawdzięcza sławę, a innemu indyjskiemu mnichowi o imieniu Bodhidharma (Tamo), który około roku 525 przybył na dwór chińskiego cesarza. Mistrz był 28 patriarchą buddyzmu w prostej linii od Buddy i pierwszym patriarchą odmiany <strong>chan</strong>, później zwanej w Korei i Japonii buddyzmem<strong> zen. </strong>Wcześniejsza legenda opowiada, jakoby cesarski wysłannik Xun Zhuang, przywiózł z Indii na dwóch białych koniach święte księgi buddyzmu.</p>
<div id="attachment_212" class="wp-caption alignright" style="width: 217px"><img class="size-medium wp-image-212" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/01/pomnik-mnicha-bodhidharma-w-shaolin-207x300.jpg" alt="Pomnik mnicha Bodhidharma w Shaolin" width="207" height="300" /><p class="wp-caption-text">Pomnik mnicha Bodhidharma w Shaolin</p></div>
<p>Cesarz polecił mnichom z pobliskiego klasztoru tłumaczenie świetych tekstów ze staro-indyskiego sanskrytu na chiński. Tym jego zdaniem szlachetnym pomysłem realizował swoją własną ścieżkę do stanu najwyższej szczęśliwości &#8211; nirwany. Zbulwersowany do głębi duszy niemal bluźnierczą interpretacją zasad buddyzmu przez cesarza, Bodhidharma opuścił cesarski dwór. Przybył do pobliskiego Shaolin, lecz mimo namowom opata (Fang Chang) odmówił wstąpienia do klasztoru. Postanowił swoją postawą przekonać mnichów klasztoru do właściwego postrzegania zasad buddyzmu. Sporo czasu spędził w pobliskiej grocie na medytacjach i podpatrywaniu natury. Właśnie medytacja i dominująca w niej prostota stała się podstawą buddyzmu chan (zen). Techniki medytacji, przy jednoczesnym ograniczeniu studiowania doktryn buddyjskich, mogą doprowadzić do nadzwyczajnych efektów. Kolejna legenda powiada, że Bodhidharma podczas medytacji w grocie nadzwyczajną koncentracją i siłą woli potrafił wzrokiem wykonać otwory w skalnej ścianie.</p>
<p>Po pewnym czasie mistrz ponownie przekroczył mury klasztoru Shaolin. Począł obserwować mnichów od miesięcy, lat pochylonych nad świętymi tekstami..Przerażony fatalną kondycją fizyczną, ale także psychiczną, postanowił pomóc nieszczęśnikom. Przygotował swoisty program ćwiczeń fizycznych i medytacyjnych. Podstawy ćwiczeń fizycznych oparł na modyfikowanych indyjskich technikach yoga, głównie hatha i raja, które nierozłącznie współistnieją z medytacją. Jednocześnie korzystają z najlepszych cech 18 zwierząt realnych i mitycznych, które występują w Indo-Chińskiej kosmogonii oraz ikonografii (tygrys, lampart, jeleń, orzeł, kobra, smok jako najważniejsze).</p>
<div id="attachment_211" class="wp-caption alignright" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-211" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/01/kamienne-listy-absolwentow-w-shaolin-300x192.jpg" alt="Kamienne listy absolwentów w Shaolin" width="300" height="192" /><p class="wp-caption-text">Kamienne listy absolwentów w Shaolin</p></div>
<p>Bardzo trudno jest określić, kiedy te wymyślne ćwiczenia przekształciły się w „sztukę walki”. Wkrótce techniki samoobrony stały się bardzo przydatny w życiu klasztornym. Shaolin zbudowano w odległym terenie, gdzie już w tamtych czasach grasowały po okolicy gromady różnej maści rzezimieszków. Niekiedy oryginalna sprawność fizyczna mnicha okazywała się nader skuteczna także w spotkaniach dzikimi zwierzętami. Zatem narodziny Kung Fu to był proces zapoczątkowany przez mistrza Bodhidharme, ale trwał wiele wieków, by po wzlotach i upadkach osiągnąć stan nadzwyczajnej perfekcji. Sztuka zrodzona na bazie buddyzmu chan (zen), z czasem została dość skutecznie przesiąknięta filozofią taoizmu, znacznie starszą, bo aż z VI wieku przed Chrystusem. Legendarna twórcą tego ruchu był Laotzi, którego koncepcje znane od ponad 25 wieków, ciągle są aktualne w mentalności Chińczyków. Zwłaszcza koncepcja „dao”, która porządkuje życie ludzkie dla osiągnięcia harmonii z porządkiem wszechświata.<img class="alignright size-medium wp-image-215" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/01/shaolin4-300x199.jpg" alt="" width="300" height="199" /> Dao wykracza poza zmysły, myśl i wyobraźnię, ale jej zasada Yin-Yang (fizycznych, biologicznych, mentalnych przeciwieństw i uzupełnień) jest uniwersalnym narzędziem pozwalającym poznać funkcjonowanie i harmonii „universum”.</p>
<p>Z tej mieszaniny ideologii i praktyk zrodziły najważniejsze zasady Kung Fu. Wszystkie elementy ciała i duszy ludzkiej tworzą jednolity styl Shaolin. Studiowanie Kung Fu głównie prowadzi do zrozumienia gwałtu i agresji, a w konsekwencji do konkluzji &#8211; jak unikać konfliktu. Natomiast żmudny trening ciała, a przede wszystkim trening mentalny oparty na medytacji i koncentracji, dają nieprawdopodobne efekty nie dające szans przeciwnikowi.</p>
<div id="attachment_217" class="wp-caption alignright" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-217" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/01/szybe-mozna-przebic-gwozdziem-300x192.jpg" alt="Szybę można przebić gwoździem" width="300" height="192" /><p class="wp-caption-text">Szybę można przebić gwoździem</p></div>
<p>Są to cechy nie do końca zrozumiałe dla przedstawicieli zachodniego świata.</p>
<p>Po wiekach świetności klasztoru Shaolin nadeszły czasy dramatyczne. Cesarstwem wstrząsnęły pod koniec XIX wieku powstania Bractwa Sprawiedliwych, znane powszechnie jako Powstanie Bokserów. Przywódcy bractwa wywodzili się z tajnych stowarzyszeń „sztuk walki” (także Kung Fu). Z zasady nienawidzili wszystkiego co obce. Los sprawił, że w obliczu nieuchronnej wojny cesarzowa Cixi w 1900 roku wypowiedziała wojnę mocarstwom zachodnim, próbując wykorzystać powstanie dla swoich celów. W efekcie interwencyjne siły Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Francji, Japonii, Rosji rozbiły siły Bokserów i pośrednio doprowadziły do upadku Klasztoru Shaolin. W skomplikowanej historii Chin XX wieku „sztuki walki” były przeważnie nielegalne. Funkcjonowanie klasztorów nie tylko buddyjskich było nader ograniczone.</p>
<div id="attachment_219" class="wp-caption alignright" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-219" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/01/wspolczesna-szkola-kung-fu-300x195.jpg" alt="Współczesna szkoła Kung Fu" width="300" height="195" /><p class="wp-caption-text">Współczesna szkoła Kung Fu</p></div>
<p>Tradycje Shaolin trwały niemal w szczątkowej formie. Powrót do świetności nastąpił w latach 70-tych, ale w sposób bardzo komercyjny. Głównie dzięki filmom kręconych poza Chinami z udziałem Bruce`a Lee. Ten światowej sławy gwiazdor zdążył spędzić kilka tygodni w Shaolin, ale chyba zbyt odstawał od tradycyjnych zasad tam ukształtowanych, bo karierę zrobił w zupełnie innym wymiarze.</p>
<p>Po mrocznym okresie „rewolucji kulturalnej” stare religie i filozofie (zwłaszcza buddyzm) zaczęły się odradzać. Także klasztor Shaolin stał się znowu miejscem odwiedzanym przez pasjonatów sztuki Kung Fu.Tym razem adeptów z odległych krajów. Na pierwszym dziedzińcu klasztornym ustawiono kamienny stele, na których wyryto nazwiska absolwentów szkoły. Nietrudno odszukać polsko brzmiące nazwiska.</p>
<div id="attachment_218" class="wp-caption alignright" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-218" src="http://www.jacekwalczak.com/files/2011/01/trening-w-szkole-kung-fu-300x201.jpg" alt="Trening w szkole Kung Fu" width="300" height="201" /><p class="wp-caption-text">Trening w szkole Kung Fu</p></div>
<p>W okolicznych miejscowościach wybudowano dwadzieścia kilka nowoczesnych szkół, gdzie blisko 30 tysięcy wybranych dzieci oprócz realizacji normalnego programu, doskonalą techniki „sztuk walki”.</p>
<p>Wyrosłe na starych tradycjach chińskich, ale już mocno zmodyfikowane sztuki walki i samoobrony w Japonii, stały się konkurencjami olimpijskimi. Mistrzowie tych dyscyplin sportowych spotkali się na igrzyskach olimpijskich Beijing 2008. Był to swoisty powrót do korzeni.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.jacekwalczak.com/shaolin-tam-gdzie-narodzilo-sie-kung-fu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

